FANDOM


 Rozdział 1:Nowa w szkole

Ice obudziła się i szybko zeszła na dół do kuchni, by przygotować się na pierwszy dzień w nowej szkole.

Ice -Mamo, mamo! Wiesz co mi się dzisiaj śniło?! Muszę ci wszysko koniecznie opowiedzieć!

Mama Ice - Potem mi powiesz, zaraz się spóźnisz na pierwszy dzień szkoły.

I - Dobrze, już się ubieram. Lila też się cieszy. Bedziemy razem chodzić do tej samej szkoły!

M - Wiem wczoraj spotkałam jej siostrę, powiedziała mi o tym.

I - To ja już jestem gotowa, pa mamo.

M - Pa skarbie!

Ice idzie do szkoły. Wieje delikatny, zimny wiatr. Po drodze spotyka swoją przyjaciółkę, Lile.

Lila - Cześć Ice!!! 

I:Widzę, że cieszysz się bardziej ode mnie.

L - No coś ty, wcale nie!

I - Opowiedz mi coś o Winter School, jacy są tam nauczyciele i kucyki?

L:Szkoła jest fajna. Kucyki są miłe. Wszyscy, ale nie rodzeństwo Fira i Vulcan, najmilsze nauczycielki to pani Rose i Corolful, ale ogólnie wszyscy są mili. 

I- Aha...długo się idzie...

L - Wcale nie, widzisz ten duży budynek? To tutaj.
IISZ.png

Pierwszego dnia szkoły

I - Wow, robi wrażenie...

Koleżanki z klasy - Lila! jesteś pilnie potrzebna.

L - Ok, Ice spotkamy sie w klasie.

I- [myśli] Jaka ta szkoła duża...  Wszystkie  kucyki mają znaczek, a ja nie! Co ja zrobię? Będą ze mnie żartować! Strasznie się denerwuję...

Ice wchodzi do szkoły i patrzy na swój plan lekcji, po drodze do klasy spotyka nauczycielkę, Colorful cloud.

Cc - Witaj.

I - D-dzień... D-dobry...

Cc - Jesteś nowa?

I -  T-tak.

Cc - Pewnie się denerwujesz ?

I - [Przytakuje]

Cc - Słyszałam że będę mieć nową uczennicę. Ale nie myślałam, że będziesz aż tak  zdenerwowana... Chodź, przedstawię Cię klasie.

I- [Uśmiecha się]

Cc i Ice wchodzą do klasy.

Cc - Cisza uczniowie! Przedstawiam wam naszą nową uczennicę, powiedz klasie jak się nazywasz.

I -   Cześć... n-nazywam się Ice...

Fira -[mówi do brata] To jak przywitamy nową brachu?

Vulcano - Ty się o to nie martw, wymyśle coś.

Zaczyna się ostatnia lekcja. Kucyki mają zastępstwo za panią Rose, lekcja będzie z panią od historii.

Cc- Zaraz do was wrócę, tylko pójdę po papier i coś do pisania.

V-Ice,Ice, Ice ... to bardzo... hm  ... nieładne imie...

I-Przestań...

V- Głupia.

I- Przestań!!! [wybiega z klasy]

Cc:(Wróciła do klasy i zauważyła, że coś się stało) Zostawię was na 5 minut (wybiega za małą Ice).

I:(Płacze)Widzisz co zrobiłam,widzisz? Pewnie jesteś zła.

Cc:Co ty mówisz to nieprawda. Poprostu jesteś...wyjątkowa. Umiesz czarować jako jedyna.
Colorful cloud i Ice.png

Po zdarzeniu w szkole

I:Co?

Cc:Ja też czaruję.

I:Jak?

Cc:Powiem ci jutro. Teraz idź do domu. Pewnie jesteś zmęczona. Ja odmrożę klasę. lekcje i tak się kończą.

I:Do widzenia.

Cc:Do widzenia.(Używa magii aby odmrozić klasę.)

L:Gdzie jest Ice?

Cc:Poszła do domu. Jest zmęczona. Ty też możesz iść.

L:Dobrze, do widzenia.

Rozdział 2 Szkolna wycieczka

Dwa dni po dziwnym zdarzeniu w szkole, Ice i Lila skończyły lekcie. Ice pokazuje przyjaciółce co lubi robić w wolnym czasie. Oczywiścię będą gonić sowy śnieżne.

L:Szybciej, szybciej! Musimy ją złapać.

I:Zaraz ją złapiemy. Prawie ją mam.

Młoda sowa:(Siada na gałęzi na której siedzą też inne sowy. Zaczynają gonić przyjaciółki.)

L i I:Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!(Uciekają)

Niedaleko nich stoją Sandy, Wather i Colorful. Są tak zagadane, że ich nie zauważają.

Sandy:Jesteś pewna, że chcesz powiedzieć Ice o tym wszystkich? O jej mocach i tym co ją czeka?

Cc:Jestem pewna. Ona musi to wiedzieć.

Wather:Ja zgadzam się z Sandy. Nie jest jeszcze gotowa.

S:Dziękuję za poparcie.

Cc:Ja myślę, że jest gotowa.

S:(Ice i Lila znowu zaczynają gonić sowy )Słyszałyście to?

W:Nie. Może się przeszłyszałaś.

S:Pewinie tak...

Cc: To może później wrócimy do tej rozmowy? Ja muszę iść.

S:Pa, jakby co to jestem w kwiaciarnii.

W:Pa.

Cc:(Myśli)Może one mają rację? Może nie jest jeszcze gotowa? A co będzie jak mój kuzyn się o niej dowie? Może nie powinnam jej o tym mówić...co mam zrobić?

Następnego dnia 15 minut przed wycieczką.

Cc:Wszyscy już są?

Koleżanka z klasy: Nie ma Ice Icicle.

I:Jestem!!

Kzk:Lecisz balonem czy na szkrzydłach?

I:Na skrzydłach. A co?

Kzk:Mogę z tobą?

I:Naprawdę chcesz czy to jakiś żart?

Kzk:Nie, ja naprawde chcę.

I:Ok.

Lecą za balonem i rozmawiają.

Kzk:Moim zdaniem nie powinni ci dokuczać. Jesteś wyjątkowa...każdy jest wyjątkowy i nie wolno się z niego śmiać.

I:Ciekawie o tym muwisz.

Kzk:Dzienki

I:niema za co.

Kzk:O jusz jesteśmy, popatrz.

I:Wow ale wielki....

Kzk:(Przerywa jej)Zamek. Ha ha!

I:(Uśmiecha się)

uczniowie i nauczyciele wchodzą do zamku.

Cc:Zamek ma ponad 3 tysiące lat temu, o wiele więcej niż nasza księżniczka, prawdo podobnie tu była zaginiona kraina, która została zniszczona przez zaklęcie, ale nie wszysko zostało tam zniszczone. W przedziwny sposób przetrwał zamek, ale jak już kiedyś mówiłam tem zamek może być też w Starland lub w Sandsun ponieważ tam też są zamki, które z nieświadomości jakiego powodu są w tych miejscach.

L:bardzo ciekawe co nie Ice. (Nie otrzymuje odeowiedzi)Ice? Ice gdzie ty znowu jesteś?

I:(Patrzy się na jeden z witraży i mówi do siebie) Cztery ktucyki. Dwa jednorożce, kucyk ziemski i sylwetka pegazicy, o co hodzi?

Ksienżniczka Snow: Nieszłyszałaś histori o Lodowej wieży?

I:Lodowej wieży?

KS:Tak, całkiem nie downo zaledwie 10 lat temu, prawowita właczyni Starland Rose, w nieznanych okolicznościach zmieniła sie w mroczną postać, która chciała zawładnąć dwiema sąsiednimi krainami, naszą i Sandsan. Jej młodsza siostra byla zbyt osłobiona, a jej corka za młoda. Więc postanowiła nas zatakować jako piewszech, ale trzy kucyki lodu, dwa jednorożce i kucyk ziemski prubowali ją pokonać, ale byli za słabi. Nagle znikąd przyleciała pegazica, pomogła im i tak powstała Lodowa wieża, a pegazicy, która pomogła nam nigdy nie znaleziono dlatego jest tylko sylwetka.

I:A nie zobaczylicie jek wygląda?

KS:Nie, miała kaptur nie było jej widać, a tak dodaktowo to ona błyszczała jak sopel lodu.

I:Nie, to nie możliwe. Pegaz nie może być Kryształowyn kucykiem.

KS: Moze to coś innego. 

Cc:Ice idź do grupy.

I:Dobrze prosze pani.

Cc:Ksierzniczko musze coś ci powiedzieć o mojej nowej uczenicy , bo ona....

Strażniczka zamku:(przerwa Colorful)Księżniczko, stało się coś strasznego!!

KS:Co?

Sz:Lodowa wieża.

KS:Coś się z nia stało?

Sz:Tak

KS:Colorful, mogła byś przyjść ze swoimi przyjaciółmi.

Cc:Tak, zapomniałam co miałam powiedzieć, to ja ide do wycieczki.

KS:Dobrze

(Tym czasem w kwiaciarni...)

Tajemniczy gość whodzi do kwiaciarni.

S:Przepraszam zamknięte. Hallo, zamknięte!

Tg:(Odwraca się do niej, rozpoznaje ją i używa na niej magi ziemi)

S:Co....(odbiera jej mowe ze zdziwienia i chowa się pomiędzy regałami)

Tg:(Chodzi i rozgląda się)

S:Mam pomysł.Jak to się... a, już pamiętam. (Owija ją z zaskoczenia w magiczne pnącza)Dobra gadaj kim jesteś.

Tg:Wiedziałam, że dobrze trafiłam.

Ss.png

Snow star

S:Że jak?

Tg;O tak zapomniałam się przectawić.Jestem Snow star.

S:Ahaaa, a co ma to wspulnego ze mnom.

Ss:Nie pomnientasz histori o Lodowej wieży.

S;Nie, a powinam.

Ss:Aha to strarzniczka naszej krainy niewie takich rzeczy.

S:No to dobra do rzeczy.

Ss;Przyszłam bo z wieży uwolniła się Rose.

S:Dlatego w nocy coś słyszałam.

Ss:Przyszłam cię ostrzec, mósisz na siebie uwarzać.

S:Czemu mnie.

Ss:Tak jakby jesteś na jej pierwszym kroku.

S:Co?

Ss:Tak tobrze szłyszałaś.

S:Jak mam się bronić.

Ss:Ja niewiem, ty bendziesz wiedziała.

S:Jusz się sciemnia nie chczesz przenocować.

Ss:Dam sobie rade.

S:Nalegam las jest tu nie bezpieczny o tej porze.

Ss:Dobrze

Rozdział 3 Coraz bliżej celu

Następnego dnia.

Ss:Dzienkuje

S:Niema za co.

Ss:Widze że jesteś troche znenorwowana.

S:Tak

Ss:Do zabaczenia 

S:Dowidzenia

Snow star idzie przez las w strone wspomianej jóż wierzy.

Ss:Cześć mały (mówi do małego Flyfoxa)

Mały:Mrrrrrrrr(tłumaczenie:witaj)

Ss:(Uśmiecha się po hwili zaczyna coś słyszeć) Co się tam dzieje.(biegnie w strone tego dzwienku)Roose.....

Roose:Jak dobrze być wolną, teraz wystarczy tylko nabrać wystorczajonco energi ,prawda.To bendzie badzo
Dark rosse unicorn.png

Rosse

łatwe.

Dark cloud:Podziwiam to że tak o tym myslisz.

R:Co...

Dc:Tak jest jeden problem moja kuzynka.

R:Zwyczajny kucyk tesz mi problem.

Dc:Nieznasz jej tak dobrze jak ja ona ma moc która morze być silniejsza od twojej.

R:To znaczy że musze odwiedzić moją "kochaną" siostrzyczke.

My heart.png

Rainbow heart

Dc:??

Kilka godzin puzniej w Star land.Rosse jest coraz blirzej swojego starego zamku i swojej rodziny.

Ranbow heart:Golden wydeje się że jesteś smutna i to w swoje urodziny.

Golden:Tak dobrze ci się wydaje.

Rh:Nie możesz być smutna w taki dzień.

G:Tesz byś była smutna gdybyś ogchodzila urodziny bez najbliszej rodziny.

Rh:A ja wkońcu jestem twoją ciocią

G:Wiem to i kocham cie ale to nie to samo bez mamy.

Rh:Tu trwi problem.Ja tesz jestem smutna z tego powodu miałyśmy bardzodobre konktakty ale wiesz jek to było.

G:(w Myślach:I to arz dobrze.)Ja ide do pokoju.

Rh:Dobrze.

G:(idzie do pokoju)

Rh:(Wzdycha ale nagle coś zobaczyła)Co to (idzie szybko do teleskopu)O nie!(Zbiega po schodach)

G:Ciociu?

Njghh.png

słaba


Rh:Rosse!

R:Co nie cieszysz się że jestem niedobrze.

Rh:Co ty tu robisz ,byłaś zamknienta.

R:Cuż.Wy jusz sie hyba znacie.

Rainbow heart urzywa magi ale Rosse i Dark cloud byli silniejśi.

G:Wyskakue i szybko ucieka do pociongu który jedzie do Northern land.

Po godzinie.

G:Przepraszam gdzie jest zamek.

Mieszkanec Northern:Tam na wprost.

G:dzienkuje.

Lila i Ice begaają i bawią się ale przez nieówage wpadają na Golden.

Lila i Ice:przepraszamy

G:Nic się nie stało.

L:Serioo.

G:Tak.

L:jestem Lila, a to jest Ice.

G:ja nazywam się Golden.

I:Ładnie

G:dzienkuje.Zaprowadzicie mnie do zamku.

L i I:No pewnie.

Są jusz koło zamku.

G:Dzienkuje wam.

L:Niema za co, a naczym staneło.

I:Bawilyśmy się w ganianego.

L:aha gonisz.

I;haaaaHaaaa

G:Zabawne małe kucyki.(urzywa magi aby szybciej weść na gure)

Strarzniczka zamku:Kto idzie.

G:Jestem Golden heart.

Sz:Golden ,Golden a tak pamientam wejć prosze.

Po hwili rozmowa z księrzniczką.

G:Ksienrzniczko.

Ks:Golden niewiedziałam że przyjedziesz znaczy bardziej spodziewała  bym się twojej cioci.

G:A tak co to mojej rodziny Rosse u nas byla niewiem co sie stało ale to było straszne.

Ks:A był tam ktoś jeszcze.

G:Tak , jakiś pegaz.

Ks:Nie, nie , nie

G:Co się stało.

Ks:Hoć wszysko ci wytłumacze.

G:Dobrze.

W tym samym czasie jak zwykle Corolful spendza wolny czas na ławce koło fontany niewiadomo skąd ona się wzieła.

Cc:Witaj ptaszku.

Ptaszek:(Cwierka)

Cc:(Smieje się).Jaki spokojny dziś dzień.Cześć Sandy.

S:Cześć

Cc:Ja musze iść do domu mam coś jeszce do zrobienia,wkońcy jutro poniedziałek.

S:No tak,to puzniej ci powiem.

Cc:Co?

S:Niewarzne.

Cc:ok, pa.

S;Pa.

Cc:(idzie w strone domu)

S:(Wzdycha)nie potrafie, nie moge tego powiedzieć.(Z oka na ziemnie leci jej łuza, z ziemi wyrasta ten sam kwiat co dał jej moc).Ale jak.(Zamyka oczy)

Prawdziwa mama Sandy:To proste.(Ps.ona tam jest ale Sandy jej nie widzi i niewie że to ona) 

S:Kim jestś.

PmS:Ty mnie nieznasz ale ja zato dobrze.

S:Co?o co ci chodzi?

PmS:Jeszcze nie jest na to czas.

S:Nierozumnie.To pewnie wiesz jak to zrobiłam nie chciałam tego.

PmS:To nie twoja moc , to ty.Masz moc silniejszą niż ci się wydaje.Twoja moc to nietylko ziemnia to tesz zycie.

S:Powiec mi coś jeszcze.

Nagle kwiat się chowa.Sandy w niebespieczęstwie.

R:(smieje się)

S:Rosse.

R:Pewnie mnie jusz znasz, twoja znajoma Snow star bewnie była by cie otstrzec.

S:Skąd wiesz.

R:Z przyjaciumi jest silna ale osobno jusz nie.

S:(Urzywa swojej magi)

R:(Odbija zaglencie)Spruboj jeszcze raz.(Smieje się)

S:(Urzywa całej swojej siły)

R:(Tworzy wokuł siebie pole ochrone)

S:(Wiekszość jej caru leci na nią i chwilowa traci przytomność)

R:Myślałam że to dłurzej podtrwa.(Zaklenciem odbiera jej moc)Jej kwiat(czyli moc) odteraz nalerzy do mnie.(Znika)

Po chwili

I:Sandy,Sandy halo.

S:Cooo się stałoo,gdzie jestem.

I:Jesteś w swoim domu i lerzałaś pod fontanną.Naszczenście w poblirzy był Wather i pomugł ci.

W:Co się tam stało.

S:Niewiem zapomniałam.

I:Gdzie masz znaczek?

S:Co!!Nie, nie ,nie!!(Prubuje urużyc mocy)Straciłam moc.(Leci jej łuza)

W:Ty płaczesz?

S:Nie, poprostu jestem smutna Snow ostrzegała mnie.

W:Kto?

S:Snow star, dawna strarzniczka tej krainy.

I:(Po kryjomu wyhodzi.)

W:Aha i tak niewiem o co hodzi.

S:Nieznacz tej histori?

W:Czasem niesłucham jak ktoś coś do mnie mówi.

S:Serio?...

W:Jakbyś mniała 4 siostry w tym 3 starsze to byś czasem niechciała czegoś slyszeć.

S:(Smieje się)ja tam zawsze je lubiłam.

W:To ja jusz ide.A i na twoim miejscu nieodfierałbym dzić kwiaciarni.

S:Pa

Rozdział 4 ...

koło domu Lili.Dwie siostry troche się pokłuciły.koło ich domu to słychać.

I:Co się tam dzieje?

L:(Wychodzi z domu) I nie odzywaj się do mnie!

I:Blue co się stało?

Blue star:(Zasłania okno firankami)

I:Lila!Co się stało?

L:Pokłóciłyśmy się niewidać!

I:No wiem, ale o co?

L:A to już nie twoja sprawa.

I:Hmm pierwszy raz widze ją wciekłą.

W szkole

Koleżanka z klasy:Lila

L:Co!

Kzk:Co z nią.

I:Troche podenerwowana.

Kzk:Ahaaaaaaaaaaaaa(Powoli się odala)

Cc:Usiądźcie już.

Uczeń:Gdzie pani była tak długo.

Cc:Miałam swoje sprawy.

U:Czy to jest zadrapanie.

Cc:Potknęłam się.

U:Pani coś kręci ,ale niewiem co.

Cc:Tak napewno.

Klasa:(Śmieje się)

Cc:O czym się ostatnio uczyliśmy kto przypomni.

Głucha cisza.

Cc:Nikt nawet Lila.Co się z wami dziś dzieje.

Po lekcjach.

I:Lila naprawdę coś ci jest nie wyrywasz się do żadnego pytania.

L:Pa ja ide.

I:Najpierw była wciekła teraz smutna.

(Coś zabłyszczało w lesie)

Co to?(idzie tam)Cześć.

Nieznajoma:(Odwraca się i ucieka)

I:Błyszczy.(Zaczyna za nią iść)

N:(Biegnie)

White.png

White

I:(Przez nieuwagę prawie wpada do wąwozu)

White:(Podbiega i jej pomaga)

I:(Otwiera oczy)

W:Na twoim miejscu użyła bym skrrzydeł, no jakbym była pegazem.(Śmieje się)

I:Gdzie jestem?

W:Powiem ci po drodze teraz choć tu jest niebezpiecznie.

White Odprowadza Ice do domu.

I:Dzienkuje.

W:Niemazaco

I:Ja jusz do domu dojde sama.(idzie)

Golden:Witaj Ice.

I:Jeszcze tu jesteś.

G:Tak ,ciocia mówiła rze jest jusz dobrze ale powiedziała rze powinam tu zostać dla beszpieczeństwa.

I:Aha.

G:Ty nie w domu jest już pużno.

I:Wiem własnie ide do domu.Mama pewnie się martwi.

G:To je cię już nie zatrzymuje.

W domu.

I:Cześć mamo.(idzie do salonu)Mamo gdzie jesteś?(Idzie do kuchni)Mamo?Halo!!Morze na strychu.(Idzie na strych)Niema ,Dziwne.Może rano bendzie.(idzie spać do swojego pokoju.)

Rano.

I:Mamo jesteś? Dobra to zaczyna robić się dziwne. Może Sandy coś wie. (Idzie do Sandy i puka w dzwi)

S:Ice coś się dzieje?

I:Tak.Zaraz... ty nosisz okulary.(Śmieje się)

S:Aaa coś na temat.

I:Moja mama gdzieś zniknęła.

S:Jak wczoraj po południu widziałam jak idzie do sklepu.

I:A widzialaś jak wróciła?

S:Nie.

I:Właśnie, a tak właściwie czemu nosisz okulary?

S:W skrócie, jak byłam mała nosiłam okulary i jak zdobyłam moc poprawił mi się wzrok zobaczyłam to gdy spadły mi okurary, a źe jak narazie straciłam moc znowu może je nosić. Rozumież.

I:"Tak"

S:Choć do Colorful może ona coś wie.

W domu Corolful.

Cc:Wienc twoja mama poszła do sklepu i niewruciła z niewiadomych przyczyn hociarz ja mam ilka teori.

S:A ja chyba wiem już jakie to teorie.

Cc:Tak napewno.

I:Skupmy się natym jak ją znaleść.

Cc:Pujdziemy do lasu do wiesz kogo i sprubujemy coś zrobić.(do Sandy)

I:A ja ide z wami.

S:Nie jeszcze ci się coś stanie.

I:Ja musze iść, to niejest zwykły kucyk to moja mama.

Cc:Ić do domu i się nie denerwój.

I:(Smuci się i idzie do domu)

S:Colorful nie wiem czy powinnam iść.

C:Tylko sprawdzimy , damy rade jest jeszcze Wather.A ty wiesz gdzie ona mieszka.

S:Ok , pujde ale ty będziesz odpowiadać za wszystkie złamania , rany , i tym podobne.

C:Sandy...

W domu Ice.

I:Dzięki , Lila że przyszłaś.

L:Niema , za co ale,Dziwi mnie to że nie poszłaś z nimi.

I:Nie pozwolili mi.

L:Czyli ...??

I:No po prostu mi nie pozwolili.

L:Nie pozwolili ci iść z nimi , ale nie powiedzieli że nie możesz szukać pomocy u kogoś innego. Hyymmmmmmm.

I:Co ty sugerujesz?

L:A pamiętasz kucyka którego spotkałaś w lesie.

I:Czy ty sugerujesz to co myślę.

L:Myśle że tak...

I:Choć szybko!!

Ice z entuzjazmem wybiega z domu , a za nią Lila. Tym czasem Corolful i jej przyjaciele wrócili do domu , nie wiedząc niczego o pomyśle dziewczynek. Sandy zaóważyła u siebie w domu dziwne zachowanie jej zwierzaka.

Timo skacze i biega po całym domu.Zaczyna ciągnąć Sandy za włosy.

S:Timo co ty robisz.Chcesz mi coś powiedzieć.

Timo biegnie w stronę pułki z książkami , i wskazuje 2 piłkę od góry.

S:Chczesz żebym sprawdziła pułki.(Jej uwagę przyciągają 4 książki za bardzo wysunięte do przodu)To mi chciałeś pokazać.

Mały Ti zwala te książki z pułki.Oczą kucyka ukazuje się zielona błyszcząca księga.

Sandy:Co to jest?(otwiera i zaczyna czytać)To księga zaklęć , z tego co widzę Natury.(Włosy Sandy zaczynają powiewać ,a wokół niej zaczyna krążyć światło , na jej głowie pojawia się jej rąb ona nić nie poczuła)

Timo jak to zobaczył , zaczął ciągnąć ją za spódniczkę którą nosiła by ukryć brak znaczka , aby na niego spojrzała i zaprowadził ją przed lustro.Sandy za zaniemuwiła jak to zobaczyła i od razu poszła do tej tajemniczej książki.
{{{obrazek}}} Uwaga! Artykuł zawiera błędy. W razie potrzeby, poprawić!

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki